Kuchenne destrukcje

Wpisy

  • poniedziałek, 06 czerwca 2016
  • czwartek, 31 marca 2016
    • Destrukcje # 14 ; Placki marchewkowe z sosem tzatziki

      Kolejny raz wybraliśmy na "ofiarę" prosta potrawę.
      Składniki były nie skomplikowane ;
      3 marchewki ,2 jajka, 2 łyżki mąki pszennej, przyprawy do smaku i 3 łyżki oliwy do smażenia.
      Sposób przygotowania brzmiał również nieskomplikowanie;
      1) Marchewki myjemy, obieramy
      2) Marchewkę tniemy na tarce na tych grubszych oczkach
      3) W misce mieszamy wszystkie składniki
      4) Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy uformowane wcześniej placki
      5) Smażymy kilka minut na średnim ogniu 

      A jak w praktyce ? 
      Nasza kucharka bezbłędnie namierzyła który nóż służy do obierania.
      Używała go jednak w życiu nieczęsto, więc pierwsze ruchy stawiały opór. Po kilku chwilach szło juz dużo łatwiej (nie wiedzieć po co przekrajała marchewki na pół, ale się nie czepiamy- ważne że się udało obrać ;p) 
      Tak więc gdyby oceniać efekt a nie sposób i precyzję - to można by powiedzieć że było super.

       

      Trochę kłopotu napatoczyła też miska do której leciała starta marchewka.
      Ale tu też się nie czepiamy, tylko zwalamy trochę na brak wyobraźni że coś startego zajmuje dużo wiecej miejsca niż w stanie "stałym".
      Pamiętajcie więc o tym gdy będziecie coś trzeć. Nie jest to jakiś duży problem ale potem jest 120 brudnych naczyń zamiast 8.


      Z jajkami i odmierzeniem mąki poszło bez problemu.
      Byli byśmy zawiedzeni gdyby po 13 odcinkach "Destrukcji" nadal był z tym problem.
      Wymieszanie składników też poszło bez komplikacji.
      No chyba że liczyć wszechobecny bałagan ale to już u nas standard i to nie wpływa na smak potraw ;p
      Nawet - o choć nie wierzyliśmy - ilość oleju na patelni była odpowiednia i nie trzeba było 3/4 odlewać ! 

       

      Placki zostały ulepione (składniki były dobre, placki "trzymały się kupy") i wrzucone na patelnie. Użyta została pokrywka - i Wy też o niej pamiętajcie - bo przyspiesza i polepsza ona smażenie.

       

      Teraz przyszedł czas na sos.
      Żartuję, sos był kupny. Postanowiliśmy nie ryzykować.
      Pierwsze 3 placki zostały podane.
      Nie wyglądały źle. 
      Nawet nie były spalone (a dodać musimy ze pieczone były na "oko" tj zostały zdjęte z ognia gdy sie zarumieniły.


      Teraz najważniejsze - czy wyszło ?
      Powiem tak - i tak i nie.
      To znaczy - placki kiedy były ciepłe, prosto z patelni, były jakieś takie słabe. 
      Nie winię za to naszej kuchmistrzyni bo placki były zrobione dobrze, składniki były dobre, wszystko dopieczone, ale po prostu było to wszystko jakieś takie mdłe ...
      Po drugim już nie mogłem jeść dalej bo byłem bardzo zmulony.
      NATOMIAST !
      2 godziny później gdy kupa placków (wiedzieć musicie że z tych składników wyszło bardzo dużo placków) gdy spróbowałem jeszcze raz - okazały się naprawdę dobre.
      I to tak naprawdę,nie tylko jak na nasza kucharkę ale w ogóle !
      Co ważne - sos był tutaj strategicznie ważny, bez niego nie było by tak dobrze ;p


      Ocena na podsumowanie ?
      Myślę że mimo wszystko destrukcja się udała. Może nie na obiad ale jako przekąska na imprezę jak najbardziej ok (ważne tu jest by danie było już zimne, ciepłe przynajmniej mnie nie smakowało)
      Co do kucharki nie ma się co czepiać - sposób przygotowania może ciut nieporadny - ale się udało. Dobre proporcje składników, cała otoczka też udana.


      Jeśli nie umiecie więc kompletnie gotować - to dacie radę. 
      Ale obiecać nic nie możemy ;p

      Zapraszamy do krótkiej relacji na YT i do zobaczenia wkrótce ;D 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kuchennedestrukcje
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 marca 2016 22:53
  • sobota, 26 marca 2016
    • Święta xd

      Wy macie swoje mazurki, babki i żurki ?
      My by być pewni że coś w te święta zjemy musieliśmy zakończyć nasze kulinarne eksperymenty na kanapkach.
      Informujemy oficjalnie ; wyszły ;D
      Możecie więc kanapki dopisać do listy "dań które dacie radę zrobić nie potrafiąc gotować". 
      Z oczywistych względów przepisu nie podajemy ;p

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kuchennedestrukcje
      Czas publikacji:
      sobota, 26 marca 2016 17:26
  • niedziela, 14 lutego 2016
    • Nie zepsuj walentynek !

      Coś nowego na naszym blogu, czyli podsumowanie dotychczasowych destrukcji.
      Podsumowywujemy pierwsze 10 epizodów, przy czym pamiętajcie - za "good" czyli udaną destrukcję nie uznajemy czegoś dobrego - za "good" uznajemy coś co dało się zjeść i nie mieliśmy po tym problemów żołądkowych i co w ostateczności był bym wstanie zjeść drugi raz - co nie znaczy że ze smakiem!
      Jeśli więc kompletnie nie macie pojęcia o gotowaniu, ale jeść musicie (bo np walentynki i chcecie zaimponować ) proponujemy skorzystać z naszej " Fail Good Listy nr 1" ; 

       

      O dziwo jak widać - nie jest tak źle z naszą kucharką. Ponad połowa potraw wyszła jadalnie - przy czym pamiętajmy - jadalnie, nie smacznie.
      W drugiej dwudziestce musimy chyba zwiększyć poziom. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kuchennedestrukcje
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 lutego 2016 15:51
  • czwartek, 04 lutego 2016
    • Kuchenne Destrukcje # 13 : Domowe zapiekanki


      Dzisiejszy odcinek jest poniekąd kontynuacją poprzedniej jajecznicy (kto nie widział - polecamy).
      Wciąż głodni ludzie czekali na jedzenie, a że jajecznica sie do tego nie nadała - nasza kucharka postanowiła zrobić "bezpieczne" danie - tj domowe zapiekanki.

      Jeśli chodzi o przepis to są ich miliony.
      W wielkim skrócie - posmarować kromki masłem, dodać dowolne składniki (szynka ,ser i przyprawy to podstawa) , włożyć do piekarnika na kilka minut. 
      No to jedziemy.

      Pierwsze problemy pojawiły się w momencie wyboru blachy.
      Choć nie wiem czemu ( tak naprawdę może to być dowolna blacha która pomieści ilość kromek jaką chcemy zrobić i wytrzyma temperaturę.
      Wachania naszej kucharki skupiały się więc na tych wytycznych.

       

      Nasmarowanie blachy masłem (lub margaryną ) - poza tym że wyglądało niezdarnie i nieudolnie - efekt dało taki jaki miało dać.
      Ale co się naśmialiśmy to nasze (protip - do rozsmarowywania zdecydowanie używajcie po prostu palców).
      Smarowanie kromek poszło bez problemów (ale tutaj już bez jaj-doświadczenie jest dłuższe niż kilka lat)

      Problemy były torchę z krojeniem szynki, ale wynikały one z braku umiejętności używania krajalnicy. To jest kwestia którą da się nadrobić albo poświęcając czas praktyce, albo po prostu kupując krojoną szynkę ( polecamy tą drugą opcje jeśli jesteście antytalentami ;p).

      O dziwo jednak widać pierwsze progresy naszej kuchmistrzyni - tym razem z tarką sobie nawet poradziła, jeszcze kilka prób i nie będzie z tym problemu.

       

      Wszystko wystarczyło posypać ziółkami i wstawić do piekarnika.
      Początkowo miała to być bazylia ,lecz finalnie z tego pomysłu zrezygnowała i...
      i wtedy zaczęło się ciekawie.
      Nie wiem jak to wytłumaczyć (polecam zobaczyć na filmiku) i nie wiem jak nasza bohaterka na to wpadła ale - postanowiła mieloną paprykę zamiast sypać palcami bezpośrednio na zapiekanki - najpierw nasypać na talerz i to właśnie go użyć jako "podajnika" ...
      Efekt był zabawny bo papryka w ogóle nie chciała spaść.

      Nie mam pojęcia skąd ten pomysł, ale wacham się nad opatentowaniem - być może jest w tym jakiś geniusz :D
      Finalnie użyła jednak rąk. 

      Wszystko zostało wstawione do piekarnika i metodą "na oko"  przygrzane.

       

      Teraz czas na wyniki ;
      Uwaga ; destrukcja UDAŁA SIĘ !
      Ludzie zjedli wszystko ( zapiekanek było też więcej niż 4) i to już raczej nie datego że wymusił to głód.
      Nasmarowanie brytfanki oraz chleba było odpowiednie,ilość składników też, o dziwo - nawet czas pieczenia był prawie dobry (ciiii udawajmy że nie widzimy tej spalenizny )

       

      Więc - jeśli nie umiesz gotować ,a jesteś głodny/a i koniecznie musisz sobie coś zrobić a nie chcesz skończyć destrukcją - takie domowe zapiekanki są dla Ciebie ;D

       

      Mimo udanej "potrawy" polecam obejrzeć filmik (chociażby dla fenomenu sypania papryki ) ;

       

       

      Do ugotowania wkrótce ;D

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kuchennedestrukcje
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 lutego 2016 13:32
  • poniedziałek, 25 stycznia 2016
  • czwartek, 21 stycznia 2016
    • Kuchenne Destrukcje # 12 ; Jajecznica

      Te destrukcje są wyjątkowe.
      1 ) kolejny raz wybieramy banalną potrawę
      2 ) destrukcję będzie konsumowało kilka osób
      3 ) te kilka osób to ludzie skacowani po imprezie, którzy są głodni i chcą coś zjeść (dlatego właśnie wybraliśmy w teorii proste danie)
       
      Dlatego właśnie jajecznica.
      Przepisów na internecie jest jakieś półtorej pierdyliarda ,dlatego pominę tutaj jego wklejanie. 
      Przepis jest wręcz intuicyjny.


       


      Ale po kolei.
      Jajecznica była w wersji "utrudnionej" o tyle że miała być pożywna - czyli z szynką i pieczarkami.
      Problemy (prócz standardowo zbyt dużej ilości oleju na patelni) były także z obsługą krajalnicy.
      Ale tutaj nie ma sie co czepiać - jeśli ktoś jej nie posiada w domu ma prawo nie wiedzieć jak działa ( a lepiej nie ryzykować niż uciąć sobie palec)
      Zdecydowaliśmy się więc na krojenie nożem i... tutaj też był problem.
      Pamiętajcie - zwykły nóż do krojenia kotleta może i się nadaje - ale znacznie bardziej nada się większy z większymi ząbkami.
      Koniecznie sprawdźcie "dylematy nożowe" na filmiku.
      Po ciężkim dylemacie wyboru noża nastąpiło krojenie.
      Tutaj może trochę powolnie, ale bez większych problemów. W pewnym momencie nawet okazało się że po co kroić jak można rwać.


       

      Po wypłukaniu, pokrojeniu padły pieczarki.
      Pomijając fakt "gracji i sprawności" z jaką było to robione - udało się więc się nie czepiamy.

      I wtedy okazało się żeee - olej który cały czas się grzał na patelni zdażył wyparować i trzeba było go dolać.
      Coś mi mówi że o laniu oleju trzeba będzie zrobić osobny odcinek ;D

      Potem okazało się że w międzyczasie ogień został wyłączony i pieczarki zostały wrzucone na zimną patelnię.
      Zostało to jednak szybko zauważone i naprawione. 
      Wielki szok - bo przy 12 destrukcjach nasza kucharka nauczyła się uruchamiać gaz :)

      Następnie okazało się że dużo pieczarek na desce do krojenia nie oznacza dużo pieczarek na patelni (pomijając fakt że się kurczą podczas duszenia ,ale choć o tym nasza kucharka nie wiedziała, tutaj nie było to problemem).
      Pieczarki zostały dokrojone.
      Szynka została dorzucona na patelnie.


      Kolejnym utrudnieniem w jajecznicy miało być dodanie sera.
      Choć wcześniej przygotowałem, nie wiedzieć czemu nasza kuchmistrzyni zamiast użyć tarki by ser był ładnie przygotowany - użyła noża.
      Ale dobra załóżmy że to też nie ma jakiegoś większego wpływu, w końcu i tak ser sie roztapia.
      Tak naprawdę śmieszność była w marnotrastwie czasu, ale jak się okazało że tak jak szynkę można go rwać - problem ten połowicznie zniknął.


      Jajka zostały rozbite.
      Jedno nawet zostało rozwalone siłą palcy (zobaczycie na filmiku).
      Cóż nad rozbijaniem musimy jeszcze popracować.
      Trochę wyławiania skorupek i zostały zmiksowane i wrzucone na patelnię.

      Dalsza część już bez większych ekscesów.
      Wystarczyło wymieszać i poczekać aż jajecznica się zrobi.
      Całkowicie zapomniano natomiast o serze ( o tym serze nad którym stracono tyle czasu ) .



      Gdy to nastąpiło, została podana w 4 porcjach, dla wspomnianych na początku 4 ludzi.
      Smakowało ?
      Niestety nie ...
      Nie wiemy czy to wina kaca, czy faktycznie jajecznica okazała sie niedobra , ale nikt nie zjadł jej w całości. Co więksi desperaci jedli dopóki dawali radę (zdecydowanie wygrał tu głód), jednak wszyscy prędzej czy później odpuścili.


      CO było tu winą ?
      Przyznam się szczerze że sam nie wiem. 
      W teorii sam bym zrobił to ( w dużym stopniu) tak samo.
      Wyszła po prostu jakaś taka muląca.
      Jeśli jednak miał bym obstawiać - była to zbyt duża ilość pieczarek.

      Tak czy siak - destrukcję muszę uznać za nieudaną.

      Da się zepsuć jajecznicę ? Da ;)

      Jak nakazuje tradycja - czas na filmik ;





      Ciekawostka - po nieudanej jajecznicy, wszyscy nadal byli głodni,a duma naszej kuchmistrzyni została naruszona. Chcąc to zmienić,od razu więc wzięła się za kolejne danie - ale to historia na osobny filmik już wkrótce ;D


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kuchennedestrukcje
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 stycznia 2016 14:17
  • piątek, 15 stycznia 2016
  • piątek, 17 lipca 2015
    • Kuchenne Destrukcje # 11 Gołąbki

      Tym razem na cel obraliśmy kolejne mięsne danie jakim są gołąbki.
      Przepisów na nie znajdziecie w internecie od groma ,my również wzięliśmy pierwszy z brzegu by danie było jak najbardziej "klasyczne"
      Ale po kolei ;

       

       

      Na samym starcie pojawiło się odmierzanie wody za pomocą szklanki ( o ile woda to pół biedy ,ale w takiż sam sposób odmierzany był ryż ! oczywiście w kuchni jest jak najbardziej ogólnodostępna profesjonalna miarka, lecz mimo wszystko trzeba pochwalić sposoby radzenia sobie bez odpowiednich narzędzi.

       

      Z mięsem większych problemów nie było ( poza oczywiście początkowo kałużą oleju ,która jak w każdym przypadku była odlewana ).
      Widać po kilku destrukcjach z mięsem mielonym w roli głównej przygotowywanie tegoż nie jest już takie trudne ( nie mówię też że jest jakieś dobre czy smaczne - ale na pewno nie jest niejadalne ;p) 

      Jeśli potrzebujecie pomocy z mięsem mielonym - odsyłamy do wcześniejszych filmików.
      Ciekawie natomiast zrobiło sie z kapustą.
      Pamiętajcie - pierwsze liście które obieracie są do wyrzucenia !
      Nasza kuchmistrzyni je chciała od razu przeznaczyć na potrawę nie przejmując się brudem,słabym stanem czy czym tam jeszcze dlaczego się je wyrzuca.


      Sposób "parzenia" też był dość ciekawy, ale w teorii prawie skuteczny ( o czym później)
      Parzenie kapusty nastąpiło w sposób taki że kapustę włożono do miski i zalano wrzątkiem (a potem za pomocą sztućcy "podtapiano" 

      Inną sprawą był ryż.
      Nie zwróciłem uwagi ale najprawdopodobniej od początku było w nim za mało wody. Kipienie było więc nieuniknione .

      A i ogólnie po kipieniu gotowanie niestety odbywało się bez udziału wody.
      Jakimś jednak cudem - ryż wyszedł dobry (najwidoczniej zdążył się ugotować nim cała woda wyparowała.
      Ale patrząc na statystykę - wszystko co jest przez naszą kucharkę robione pierwszy raz ,nie wychodzi.
      Oczywiście bez przypalenia garnka i przywarcia sporej części ryżu się nie obyło.

       

      Później już tylko zagotowany ryż wrzucić na patelnię, chwile tak potrzymać i przejść do kolejnej części ( i tu zaczyna się najlepsze :D)
       

      W teorii - "owinąć" mięso z ryżem w kapustę ,dolać trochę wody i wrzucić do piekarnika.
      Niestety - "parzenie" kapusty nie okazało się efektywne ( nie wiem czy to wina zbyt krótkiego parzenia czy co innego tutaj zawiodło - ale fakt był taki iż kapusta była za twarda !)
      Efekt był taki iż nie do końca chciały się zawijać.


      To że od początku za dużo było do nich pakowane farszu i  wszystko wylatywało to już odrębna bajka.
      W końcu jednak nasza kucharka ogarnęła i ilość farszu i zawinięcie.
      Dolała wody i wszystko poszło do piekarnika.


      Wody oczywiście dolała ( tak jak i  tradycyjnie oleju) za dużo i szybko potrawa musiała być wyjęta z piekarnika a płyn odlany do zlewu ( inaczej danie piekło by się w nieskończoność ...)
      Z sosem nie było problemów ( choć był on akurat z proszku ) poza oczywiście dymami unoszącymi się z garnka

      Wody mimo wszystko nadal było zbyt dużo i efekt był trochę taki że z tego powodu wydłużył się czas pieczenia co spowodowało że od góry gołąbki zaczęły się już przypiekać ( choć tutaj w tym przypadku sam nie znam dobrego rozwiązania tej sytuacji )

       

      W końcu danie wyciągnięto z piekarnika, podlano sosem i podano a ja przystąpiłem do konsumpcji.

       

      I teraz krótki i na temat - na samym wstępie okazało się że kapusta jest "unzajebable" to znaczy była nie do ruszenia !
      Dodać pragnę że nóż był jak najbardziej ostry.
      Kapusta była tak twarda i niechętna do przekrojenia się że nawet pomimo minutowej próby nie udało mi się naruszyć jej struktury.
      Powoli mi już nawet świta w głowie by sprzedać ten patent polskiej armi jako zbroje nie do przebicia.
      Prawdopodobnie spowodowało to właśnie złe wyparzenie przez co kapusta nie stała się wystarczająco miękka  by dać się przekroić.
      Szybko więc ją odrzuciłem na bok.
      Sam farsz mięsno-ryżowy był jak najbardziej ok, a nawet rzekł bym że z sosem był dobry i zjadł bym go ponownie.

       

      Całości niestety nie mogę zaliczyć jako udanej.
      Dobry środek ale bez kapusty to już nie gołąbek.
      W całości poległa tylko wspomniana kapusta, więc przypuszczam że za którymś razem ( patrząc na doświadczenie z mielonym) już by wyszło.

      Tak czy siak - jeśli tak jak nasza kucharka masz zerowe doświadczenie w kuchni - nie polecamy byś samodzielnie zabierał/a się za gołąbki.
      Chyba że za samo mięso z ryżem i sosem, to wtedy spoko.

      Zapraszam na jutube gdzie do obejrzenia jest filmik z całości ,który jest dużo bardziej ciekawy niż relacja pisemna ;D

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kuchennedestrukcje
      Czas publikacji:
      piątek, 17 lipca 2015 13:05
  • niedziela, 30 marca 2014
    • 10. Zapiekanka z tortilli

      Ponieważ byłem prawdziwie głodny , wybrałem coś co powinno się udać i jednocześnie być dobre.
      Decyzja padła na zapiekankę z tortilli.
      Popatrzmy.


      Przepis na zapiekankę stosunkowo prosty ;


       

      Biorąc pod uwagę że większość materiałów jest tu brana " z gotowca" to powinno się udać.
      I tak nawet do pewnego momentu było ...




      Zaczęło się od klasycznego w naszym wykonaniu krojenia cebuli.
      Kto oglądał poprzedni odcinek widział dokładnie jak to przebiega , w dzisiejszym filmiku jest to pokazane w wersji bardzo okrojonej.
      Dużo ciekawiej zrobiło się natomiast przy czosnku.
      Pomijając oczywiście jego obieranie i siekanie.
      Nie wiedzieć czemu nasza kuchmistrzyni za "ząbek" rozumiała  cały pęk !
      Gdybym jej w pore nie powstrzymał ( jak kończyła obierać pierwszy pęk , a zaczynała się zabierać za drugi , miał bym w prostej tortilli około 13 ząbków czosnku .
      To było by ciekawe ...
      Czasami wręcz żałuję że ją powstrzymałem ( choć tak naprawdę nie żałuję bo jak już wspominałem zależało mi tego dnia na czymś jadalnym.

      Odpalenie gazu poszło o dziwo łatwo ( widać po 7 lekcjach są rezultaty) .
      Nie ma natomiast w kwestii oleju ( najpierw było go za dużo , trzeba było odlać , potem w połowie smażenia jednak zadecydowano że jest go za mało i znowuż dolewano )



      Do pewnego etapu wszystko szło świetnie ( choć może nie wyglądało apetycznie ).
      Nie wiedzieć tylko czemu nasza kucharka cały czas zwlekała z utarciem sera . Było to coś co powinna już zrobić na samym początku, lub chociażby w trakcie w luźniejszym momencie.
      Wtedy nastąpił hit tego odcinka. 


      Mózg został rozje**ny w momencie jak trzeba było chwycić za sitko.
      Nie wiem jak , skąd po co i dlaczego nasza kuchmistrzyni gdy powiedziałem jej że sitko leży przy zlewie ... chwyciła za suszarkę do sztućcy o.0 
      Wyrzuciła je ze środka i juz chciała przez nie odsączać wodę z fasoli , gdy w ostatnim momencie ją powstrzymałem wskazując właściwe sitko... 



      A i co ciekawe - od początku nie wiedziała co znaczy "odsączyć" , więc czynność którą wykonała jak sama przyznała - improwizowała.
      Na szczęście udało jej się zgadnąć ale kto wie co jej jeszcze po głowie chodziło pod tą czynnością ... 



      Reszta generalnie szła dobrze .
      Już się bałem że wszystko idzie dobrze. Zbyt dobrze .


      Poza oczywiście ciągle nietkniętym serem.
      W końcu jednak , podczas kolejnego wczytywania się w opis - kucharka sobie o nim przypomniała.
      Musiała go ucierać na szybko ( podczas gdy rzecz na patelni w tenże sposób robiły sie zbyt długo i ( co już nas nie dziwi) zaczeły z nich lecieć dymy.



      Potem wszystko przebiegało dobrze i nawet dobrze wyglądało i moja obawa o nieudaną destrukcję sie zwiększyła.



      I wtedy - nie wiadomo skąd. ..



      Kuchmistrzyni stłukła przykrywkę od patelni.
      Trzeba przyznać - pokrywki nie było w planach pieczenia , kucharka chciała ją z dobrej woli schować w ramach sprzątania w kuchni , niestety wyślizgnęła się jej i stłukła ).
      To spowodowało efekt lawiny.
      Pokrywka poszła w drobny mak .
      Trzeba było pozamiatać.
      Zamiatanie trwało .
      Przez długie trwanie zamiatania kuchmistrzyni zapomniała o zapiekance w piekarniku.
      Zapiekanka w piekarniku była zbyt długo.
      Efekt - spalona powierzchnia ...
      Górna tortilla była spalona i twarda i dało się ją łamać jak opłatek.

      Wyglądało to tak ;
       

       

       

      Przystąpiłem do konsumpcji.
      I powiem tak ;
      oczywiście górna spalona warstwa była kompletnie niejadalna.
      Ale - jak się ją zdjęło , danie było ... dobre .
      Ciężko to przyznać ale  naprawdę mi smakowało ( dolne warstwy nie były już spalone) .
      Gdyby jeszcze do tego dodać więcej sera  ( i np troche mięsa mielonego ) .
      Wystarczy jak powiem że zjadłem absolutnie wszystko - i pierwszy raz w historii naszego programy - zjadłem dokładkę :D

       


       

      Jeśli kiedykolwiek musiałbym coś jeszcze raz zjeść z repertuaru naszej kucharki - poprosił bym właśnie o to.
      A kto wie co by było gdyby nie nieszczęsna pokrywka ...

      Lekcja na dziś ;
      Pamiętajcie - ząbek czosnku to nie pęk !
      Ser można ucierać wcześniej niż w ostatnim momencie !
      Ze szkłem trzeba ostrożnie bo jak spadnie to sie stłucze ;p

      A teraz projekcja ;


       

       Danie szybkie , tanie i co najważniejsze - do zrobienia przez każdego .
      Kuchenne destrukcje polecają.  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kuchennedestrukcje
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 marca 2014 17:12